
... i przede wszystkim podługoprzerwowo, jak zwykle (:
Jak zwykle z opóźnieniem, ale wszystkiego naj w Nowym Roku, robaczki. Żeby było lepiej. Jeśli macie jakieś postanowienia, niech zostaną dotrzymane. Przecież Wy lepiej wiecie, czego najbardziej potrzebujecie :))
A tak ode mnie? Kolejny rok - a ja nie czuję się jakoś inaczej. No, może kićka mi się data i z maniakalnym uporem piszę "2009". Albo mam tę świadomość, że to łosiemnastkowy rok i że ja też stanę się dorosła. Cha - dorosła!
Pewno tylko teoretycznie. W końcu jesteśmy tak młodzi, jakimi się czujemy.
Jako że to blog tematyczny, to tak na temat bałdziej. Plecy są w porządku, mogłyby tylko przestać boleć. Ale mam już legalne pozwolenie na zdejmowanie go na godzinę dziennie ale ciiii, Wy nie wiecie, że nie noszę go średnio 4-5 godzin, prawda?
Doszłam do wniosku, że zapisanie się do WOPRu było jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęłam. Jest całkiem w pytę. Jest śmiesznie, jajo-dechowo, są sińce, otarcia i banany, i na-mosty, i bycie podrzucanym jak lalką, kiedy jest się takim dziewczyńskim chuchrem w grupie, i w ogóle jest fajno ;D
Z drugiej stronę jestem nieco zła, bo chyba mój códny bżóh usiłuje powrócić do swego chorego stanu. W święta dopadł mnie, ekhem, wątpliwy zaszczyt zetknięcia się z Pawiem Mocy. Bżóh okazał się zbyt słaby na świąteczne jedzenie i ów Paw sprawił, że żebra sprawiają po nim wrażenie pękniętych. To byłoby śmieszne, złamać sobie w ten sposób żebro, ale na szczęście raczej są całe, acz bolą jak... hu-hu, taki skrzywdzony :D
W piątek będzie wizyta w Zabrzu, dostanie się big opeer od doktora, hm. Oby tylko nie dać się zapuszkować w szpitalu, o nieee, tak być nie może.
Jeszcze dręczy mnie jakiś cholerny pech. Niemalże czego się nie dotknę, wyjść nie chce. Chyba tylko satysfakcja na basenie mnie jakoś trzyma w kupie. I kochany podręcznik do ruskiego, który się rozlatuje, jest stary i żółty, a ja potrafię go gładzić wręcz z czułością. I rozmowy. I ten maniakalny upór, że wreszcie musi być dobrze. I dużo planów, ze świadomością, że będzie wiosna.
O, a wydawało się tak beznadziejnie. Metoda: zrób tabelkę. Po lewej: co jest do dupy, po prawej: co mam. Poczujmy się jak Robinson Cruzoe.
Sinusoida. To takie ładne słowo.
Lubię optymistyczne zakończenia, a więc coś może wymyślę. O, jest. Zdałam z fizyki i to z tróją, i nawet mój zeszyt ze swoimi wszystkimi pysiorami, pysiorami i jeszcze raz pysiorami, i obrażającymi fizykę tekstami na marginesach tego nie zniweczył. To, że niecnie dałam przy odpowiedzi panu pSOrowi zeszyt koleżanki, jest nieistotne, czyż nie? (:


